sobota, 21 stycznia 2017

O ciętych i łamanych

Każdemu otrzymanemu kwiatu
robiłam jakąś krzywdę.
Jedną piękną płomienną różę połamałam niechcący na kawałki,
bukiet herbacianych wił się i usychał w oczach.
Nie ratowałam, grałam na czas, trwało parę dni.
A co uczyniłam wszystkim tym kwiatom
wróciło. Usychałam, wiłam się,
próbowałam połamać.
Parę dni.

piątek, 20 stycznia 2017

Gwiazda

Była zbyt mała, żeby stać się wielką,
oraz zbyt lekka, żeby opaść na dno.

Biła na alarm, lecz nikt jej nie słyszał,
bo struny głosowe miała w pętelki.

Borowiki urosły,
a rosa w trawie wyschła.
Nikt nie przeszkadzał słońcu
umierać.




Wiedza, wiedzuchna

Bierze się ze wspomnień.
Opowiadamy bajki, jemy struclę serową,
a misia zabieramy w torebce lub portfeliku wychodząc z domu.
Najpierw jest duży, później malutki, schowany na dnie.

Wszystko jak trzeba, tylko księżyc
ma na czole dziwną zmarszczkę.
Możliwe, że wpływa na lądy
przy pomocy wody.
Podejrzewamy
dojrzewające poziomki
 i czekamy na krasnoludka.
Wyskoczy z kapelusza zamiast królika
i zakrzyknie: "Niech żyje monarchia wierzchnich ubrań".



sobota, 14 stycznia 2017

Tak, tak, nie, nie.

Teraźniejszość nie rodzi problemów.
Rodzi wiersze i małe koty, które kiedyś dorosną
i przycisną cię do podłoża z cieniutką warstwą torfu.
I wtedy narcyz w tobie obumrze.
Narodzi się surrealista.


piątek, 13 stycznia 2017

Smoczyca na walizkach

Kiedy człowiek wymyślił smoka,
nadał mu własną moc, po czym natychmiast
o niej zapomniał.
Natomiast taki pesymista twierdzi:
Nie ma czegoś takiego jak dobry smok,
nie ma wina w kielichu.
A optymista na to:
Jest ser, jest kwestia sporna,
jestem serwerem.

Beneficjent jest suwerenem.
Ma moc, nie ma czasu,  by czekać.
Ja suweren oceniam.
Bardzo oceniam pozytywnie.


niedziela, 8 stycznia 2017

Pieśń o malutkich

A kiedy nocą pracują  zegary,
kot myśli, że jest człowiekiem,
zaś ja spożywam na surowo
życie, na kanapce, w ukryciu.

Na gałęzi siadł okrągły księżyc,
co nie puści już oczka o świcie.

***       

Pomiędzy misiem, a pieskiem  na półce
drzemie taktowny  czarno – biały kot.
Otwieramy z kotem, ze spokojem, oko,
zdziwieni, że jeszcze nas cieszy ta zima
i zaspy śnieżne jak pantery w skoku.
Solą w tym oku jest chomik sąsiadów,
pazerny i ogłupiały, choć jeszcze mały.

***

Chlupiemy się w sadzawce,
zanim pożre nas kot, bo my
jesteśmy malutkie dobrowróble,
pospolite jak przedostatnia noc.




piątek, 30 grudnia 2016

To najważniejsze przyniesie wiatr

Rozmyślam o ludziach, którzy z ponurą powagą
patrzą w tą samą stronę.  Czy to jeszcze miłość?
O  innych, co w czas wrogiego przejęcia znaczeń
śmieją się do jednego lustra. To nadal kabaret?

A gdzie wolność, gdy niewolny wciąż dybie …

Potrzeba dużo snu i chleba. Reszta sama przyjdzie,
żeby spopielić się łatwiej, kiedy wiatr będzie wiał
z niedobrej strony. Wolność jest nieistotna raczej,
kiedy tak wielu niewolnych. Ważne są kajdany.