wtorek, 2 sierpnia 2016

Wiersz no 1

Waloryzacja to nie rozmowa o walorach.

***

Najważniejsze, żeby każdy z nas mógł normalnie żyć.

Bogaczu podziel się z Kowalskim, Wiśnią,  Jankowiakiem.

Niech ma tyle, co ty.

Powietrze, wodę, osiem tysięcy chlebów w miesiącu i cały syty świat dookoła.




Żeby mu głodny sąsiad nie wpieprzył psa.

czwartek, 16 czerwca 2016

Rosa na skrzydłach motyla

Zagubiona w dwudziestym którymś wieku osoba,
rozpięta pomiędzy tabletem i telewizją, niezdolna,
słabo mobilna, pajęczynowa gimnastyczka, to ja.

Patrzę.

W lustrzanym zakamarku szafy
uciekam od siebie i innych, grafitem z ołówka rozdrapując rany,
tak, żeby zaropiały.

Odkąd pracuję nad brylantowym szlifem,
teraz i zawsze, zastrzegam sobie prawo do gotowania
w szlafroku.




czwartek, 14 kwietnia 2016

"Dobra zmiana"

Rodząc się wrzeszczymy i wrzeszczą matki nasze.
Potem malujemy paznokcie na czerwono, lub ktoś nam je młotkiem tłucze
na czysty fiolet. Albo ojcom naszym.

Najgorsze co może być, to odkurzacz w schowku na szczotki.
Albo tramwaj w centrum Katowic, przed teatrem i domem handlowym.
Zatłoczony.

Umierając prosimy Boga o ciszę. A potem wrzeszczymy.
Płomienie lub robale naszą strukturę przebudowują.

I jest to czwarta zmiana. Jądro ziemi pląsa w płynnym
zachwyceniu.


Nie wszystek umrę, mówi filodendron. A kocimiętka chichoce.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Karafka

Zamykam w szkle całe piękno świata,
czyli to co woda robi ze światłem,
a echo z lasem na wzgórzu.

Przeplatam rude warkocze bielą,
a krucze węglem podkreślam i kredą policzki, grzbiet dłoni,
odświętną bluzkę, która opływa ciało pod  biustem i biodro.

Przepuszczam przez palce banknot
wielki jak  mapa do skarbu lub obrus.

Precyzyjnie namierzam mizerne marzenia
i zmieniam we wzniosłe.

Za korek mam brylantowe oko,
za życie zero zwątpień.


Że karafka do połowy pełna robali
oburza się świat. O drugą połowę
nikt nie pyta.


czwartek, 24 marca 2016

Sześć milionów Rosomaków




Wymyśliłam zwycięski kraj, z czołem podniesionym i dumnym,
wyrazem Ojczyzna wszytym pod skórę i wozami bojowymi
parkującymi na każdym podwórku. Wszystko było gotowe,
żeby wypełnić pogodne przepowiednie i nawet bak był pełen.
A ten co nazywał się 37 milionów wymyślił niepodległość.
Mogłabym ją kupować i  bez wyprzedaży, ale darmo dawali.


środa, 23 marca 2016

Kwestia polit-sznurków

Czerstwe dłonie, czerwona twarz, przedwcześnie pękające
naczynka identyczne z naturalnymi. Troll in the city.

Czeka i patrzy. Słucha, siorbie i nawet nie bierze za to kasy.

W ciepłym fotelu szykuje grunt pod granaty. W jego kieszeni
ampułka z cyjankiem, w sercu czarna wdowa, w oku jedna łza.

I właśnie w niej wczoraj przed południem utopił się Jezus.




piątek, 11 marca 2016

Jabłko Majkela

Słowem, mieczem, kamieniem,
wprawia w zdziwienie, drżenie,
zwątpienie.

Wprawka w nazywaniu śliczności,
nagich kości, zezwierzenia, jedzenia
żab i krylu.

Prawdą jest najważniejsze.
Oto kłamstwem żyje tylu,
przemijających, lecz trwałych.

Zadartych i nikłych,
mało śmiesznych, bo mało
dowcipnych.

Każde jabłko staje w gardle,
kiedy nazwać je najmarniej.