piątek, 14 lutego 2014

Trzylat

Dostałabym różę na święto zakochanych,
ale przyniósł mi ją Mały Książę, który nagle uznał,
że nie chce oddać kwiatu.

Kiedy usłyszał, że jest spragniona i więdnie,
kładł ją na minutę do wazonu z wodą,
przyglądał się zafascynowany,
po czym brał ją i już.

Gładził czule po płatkach i szeptał: Kochana różo.
Potem brał ją z naczynia, delikatnie jak ptaszka
i nosił  po domu, tłumacząc cierpliwie,
że tu kuchnia, tam łazienka, a tu
porysujemy razem biedronki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz