niedziela, 18 sierpnia 2013

Drugie dziecko

Mówimy o nim malutki ruski.
Ciemne loczki, błękitne oczęta,
a w głowie wszystkie pomysły świata na destrukcję.
droga do jego posłuszeństwa zarosła mikołajkiem nadmorskim,
a motylki modraczki niemal robią mu nad głową aureolkę.
Paradne.

Bose piętki, z których jedna precyzyjnie trafia mnie w nos
i dzień zamienia się w noc. A to niby przy drugim dziecku
jest łatwiej.

Jest łatwiej płakać w przedsionku przedszkola,
zatykać uszy gdy krzyczy
i tak odpływać,
żeby być jak najdalej,
i nie wyrywać z serca cierni,
kiedy choruje.

Malutkie żeberka łamie szczekający kaszel,
a łzy leją się z tych ocząt kompletnie nie niebieskie.
Kiedy czółko marszczy się w gniewie,
leci szklanka, całkiem szybko,
na podłogę.

A ja myślę, że nie umiem go wychować,
bo on się urodził już wychowany –
bardzo źle.

Bezradność dodaje mi skrzydeł
i unosi w popłochu przed życiem.

Ale zawsze wracam, bo w ciszy
i spokoju nie potrafię już żyć.

Wita mnie szelmowski uśmiech
mojego drugiego dziecka,
które jest piratem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz